Pan Wayne…
„Mam nadzieję, że nie przeszkadzam”.
Dwunastu uczniów zastyga w bezruchu, wpatrując się. Kilkoro z nich milczy. Jedna dziewczyna zaczyna płakać. Nie ze smutku, ale z emocji, które odczuwa.
Wchodzi Wayne. Sala jest maleńka. Duża, dwanaście ławek, piec opalany drewnem w kącie, tablica, amerykańska flaga, a na drugim końcu projektor zamontowany na stole, a obok dziesięć puszek z filmem.
„Czy otrzymałeś wszystko, co ci wysłałem?”
Margaret nie może mówić, może tylko skinąć głową.
Wayne podchodzi do projektora i dotyka go.
„Czy korzystałeś z niego w każdy piątek?”
Margaret w końcu udaje się powiedzieć:
„Dzieci czekają na niego z niecierpliwością przez cały tydzień”.
Wayne odwraca się do uczniów: dwanaście par oczu wpatrzonych w niego; niektóre przestraszone, inne podekscytowane, wszystkie z niedowierzaniem.
„Otrzymałem wasz list, od was wszystkich”. Dziękuję za to, co napisałeś. To wiele dla mnie znaczyło.
Cichy głos z pierwszego rzędu:
„Przeczytałeś moją kwestię?”
Wayne patrzy. Dziewczynka, może siedmioletnia. Blond warkoczyki. Sarah.
„Tak, przeczytałam. Powiedziałeś, że jestem najodważniejszym kowbojem. To najmilsza rzecz, jaką kiedykolwiek mi ktoś powiedział”.
Sarah się rumieni. Uśmiecha się.
Wayne spędza z nimi kolejne trzy godziny: odpowiadając na pytania, rozdając autografy na kartkach papieru, opowiadając anegdoty o kręceniu, pokazując im, jak nakręcić scenę, jak upaść bez obrażeń, jak sprawić, by strzelanina wyglądała realistycznie. Pyta ich, czego nauczyli się z jego filmów.
Odpowiadają:
„Odwaga, honor, walka o to, co słuszne, nigdy się nie poddawanie, pomaganie słabszym od siebie”.
Wayne słucha. Naprawdę słucha. Te dzieciaki rozumieją. Zrozumieli lekcje, które starał się przekazać w każdym filmie, nawet gdy sam nie był tego świadomy.
Pod koniec popołudnia chłopiec podnosi rękę. Mały, z ciemnymi włosami i poważną miną. Tommy, 8 lat.
„Panie Wayne…”
„Tak, synu.”
„Dlaczego nam pomogłeś? Jesteśmy nikim.”
W pokoju zapada cisza.
Wszystkie dzieci czekają na odpowiedź. Margaret, stojąca przy drzwiach, z zaciśniętymi dłońmi, również czekała.
Wayne podchodzi do biurka Tommy'ego, klęka i schodzi na wysokość jego oczu.
„Słuchajcie uważnie. Jesteście nikim. Nigdy więcej tego nie mówcie. Jesteście Amerykanami. Wszyscy. To znaczy, że jesteście ważni. Każdy z was. Nie ma znaczenia, czy mieszkacie w Hollywood, Montanie, czy gdziekolwiek indziej. Jesteście Amerykanami. Wszyscy.”
Oczy Tommy'ego napełniają się łzami. Kiwa głową. Nie ufa swojemu głosowi.
Wayne wstaje i patrzy na nich wszystkich.
„A kiedy dorośniesz, pomożesz następnemu pokoleniu dzieci, tym, które uważają się za nic nieznaczące”. Pokażą im, że są ważne. Tak działa Ameryka. Wspieramy się nawzajem. Rozumiesz?
Ciąg dalszy na następnej stronie
Aby sprawdzić pełny czas gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ ze znajomymi na Facebooku.