Zakleja list i wysyła go razem z projektorem i szpulami filmu.
Nikomu o tym nie mówi. Nie wykorzystuje go do reklamy. Po prostu go rozprowadza i przechodzi do kolejnego filmu.
Sześć miesięcy później Wayne jest w Montanie, kręcąc film „Jak zdobywano Dziki Zachód”. Duża produkcja, kilku reżyserów, epicki western. Kręcą w górach: piękne krajobrazy, zimno, odludnie, na odludziu. Pewnego dnia zdjęcia zostają odwołane: opóźnione przez złą pogodę, deszcz. Ekipa siada, żeby zagrać w karty. Wayne zaczyna się niecierpliwić i pyta asystenta o tę szkołę. Tę z dwunastoma uczniami. Tę, do której wysłał projektor.
„Tak.”
„Gdzie ona jest?”
„Jakieś 130 kilometrów stąd.”
„Załatw mi samochód.”
„Duke, masz wolne. Powinieneś odpocząć.”
„Nie zamierzam odpoczywać. Jadę zobaczyć się z tymi dzieciakami.”
Asystent załatwia mu samochód. Wayne prowadzi sam. Osiemdziesiąt mil wiejskimi drogami Montany. Dwie godziny. Bez świty, bez prasy, bez kamer. Tylko on w wynajętym samochodzie, podążając za znakami do jednoizbowej wiejskiej szkoły.
Przybywa o 14:00. Lekcja się rozpoczęła. Słyszy głosy w środku, dzieci coś recytujące.
Puka do drzwi. W sali zapada cisza. Margaret otwiera, widzi stojącego tam Johna Wayne'a… i upuszcza książkę, którą trzymała.
Ciąg dalszy na następnej stronie
Aby poznać pełny czas gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij UDOSTĘPNIĆ