Nasza pediatra, Tamara Pawłowna, szybko zbadała Olę, zważyła ją i zmierzyła wzrost. „Mamo, masz jakieś problemy zdrowotne?” zapytała, wypełniając formularz. Zaczęłam paplać o jej porannych napadach złości, o tym, jak nienormalny i przerażający wydawał mi się jej płacz.
„Mamo” – Tamara Pawłowna uśmiechnęła się pobłażliwie – „dziecko ma trzy miesiące. Kolka, ząbkowanie, pogoda się zmienia, jego układ nerwowy jest jeszcze niedojrzały. Bierz walerianę, dziecko będzie spokojniejsze”.
„Wszystko w porządku”. Wyszłam z gabinetu kompletnie upokorzona. „Bierz walerianę”.
Nawet nie próbowała zrozumieć. Dla niej byłyśmy tylko kolejnym krokiem w niekończącym się strumieniu pacjentów. Ale ja znałam swoje dziecko.
Miałam przeczucie, że to nie tylko skurcze. Moja macierzyńska intuicja podpowiadała mi, że dzieje się coś strasznego. Tego wieczoru, po tym jak położyłam Olkę spać, usiadłam przed laptopem…