Nie było rozdzierających serce krzyków, żadnego napięcia. Wręcz przeciwnie, pewnie wpełzła mi w ramiona i, jak mi się zdawało, nawet odetchnęła z ulgą. „Ale dlaczego płaczesz tylko rano, kochanie?” – wyszeptałam, całując go w czubek głowy.
Ola wzięła mój palec w swoją małą rączkę i spojrzała mi uważnie w oczy, jakby chciała mi coś powiedzieć. Wtedy zaczęłam dostrzegać pewien schemat w jego zachowaniu. Rano, kiedy Lesha wracała do domu, wpadała w histerię.
W ciągu dnia teściowa i ja byłyśmy rozdrażnione i zmęczone. Wieczorem, kiedy byłyśmy same, panował spokój. Kiedy Aleksiej wrócił, wszystko się zmieniło.
Kiedy podszedł do córki, znów się spiął. A gdy tylko ją objął, wydała z siebie przenikliwy krzyk. Znów.
Lesha nie próbowała ukryć irytacji. „Co to za dziecko jest takie problematyczne?” – bacznie obserwowałam jego reakcję. Ani krzty współczucia, ani jednej próby zrozumienia, co się dzieje.
Tylko zimna irytacja. Tak, Ola naprawdę płakała w jego obecności. Ale czy to był tylko zbieg okoliczności, czy też coś jeszcze? Wciąż nie mogłam uwierzyć, że mój mąż, mężczyzna, którego kochałam, mógł być przyczyną jej strachu.
Odepchnęłam te myśli. Wydawały się potworne, zdradliwe. Następnego dnia umówiłam Olę na wizytę u pediatry.
Musiałam się upewnić, że wszystko z nią w porządku, że płacze z powodu choroby. Stałyśmy w kolejce ponad godzinę w mieniącym się korytarzu, kołysane płaczem innych dzieci. W końcu nas wezwano.