Publicité

Kiedy miliarder z branży technologicznej udawał, że leci za granicę tylko po to, by przetestować swoją narzeczoną – ale w chwili, gdy usłyszał jej szept: „Dom wkrótce będzie nasz”, zdał sobie sprawę, że kobieta, którą kochał, może go już wcale nie kochać…

Publicité

Jeśli.”

Weekendowa Pułapka
Tego wieczoru podczas kolacji Logan ledwo czuł smak jedzenia. Sienna rozmawiała o kompozycjach kwiatowych i playlistach, poruszając się po jadalni jak po scenie. Obserwował każdy gest, każdy uśmiech, szukając czegoś, czego nigdy wcześniej nie próbował zobaczyć.

Usłyszał swój własny głos, zanim w końcu zdecydował się odezwać.

„Muszę lecieć do Singapuru”.

Widelec Sienny zatrzymał się w połowie jej ust. „Singapur? Kiedy?”

„Jutro rano” – powiedział neutralnym tonem. – „Jest problem z przejęciem. Zarząd chce, żebym tam był osobiście. To zajmie trzy, może cztery dni”.

Nie mrugnął. Chciał zobaczyć jej pierwszą reakcję, a nie drugą.

Przez chwilę w jej oczach błysnęło coś jasnego. Nie smutek. Nie martw się. Coś bliższego ekscytacji.

„Och, to… szkoda” – powiedziała po chwili, robiąc kwaśną minę. – „Ale interesy są najważniejsze. Obronię fort.

„Zaopiekujesz się moją matką?” zapytał, odkładając pytanie na później. „Maria ma wolny weekend. Proszę, jesteście tylko we dwoje”.

Sienna uśmiechnęła się szerzej, jej zęby były idealne i białe. „Oczywiście. Twoja matka będzie w najlepszych rękach. Zaopiekuję się nią jak własną.”

„Dzięki” – powiedział. Słowa miały dziwny smak.

Tuż przed wschodem słońca delikatny deszcz uderzał o szyby, gdy Logan chwycił małą walizkę. Sienna obserwowała go z łóżka, owinięta w jedwabne prześcieradła niczym w scenie z reklamy.

„Będzie mi cię brakowało” – wyszeptała, przyciągając go do powolnego pocałunku.

„Też będę tęsknić” – skłamał.

SUV wyjechał przez żelazną bramę. Logan poczekał, aż dom zniknie z pola widzenia, zanim pochylił się do przodu. „Znasz plan, Eric” – powiedział do kierowcy.

„Tak, proszę pana” – odpowiedział kierowca, bardziej zdenerwowany, niż chciał to okazać.

Zmienili się na stacji benzynowej niedaleko autostrady. Eric odjechał firmowym SUV-em z paszportem Logana prosto na lotnisko, gdzie miał być widziany podczas odprawy, kontroli bezpieczeństwa i wejścia na pokład. Cyfrowe ślady stóp wskazywały, że Logan Barrett opuścił kraj.

Logan naciągnął czapkę baseballową nisko na czoło, założył ciemne okulary i wsiadł do starego sedana Erica zaparkowanego za budynku. Piętnaście minut później wrócił na swoją ulicę i wszedł na posesję przez furtkę służbową z tyłu.

Maria czekała przy bocznym wejściu, obracając ściereczkę kuchenną w dłoniach.

„Sir Barrett, jest pan pewien?” wyszeptała. „To jak scena z filmu”.

„Potrzebuję prawdy” – odpowiedział. „Jeśli się mylę, przeproszę i nigdy więcej w nią nie zwątpię. Jeśli mam rację…” Nie dokończył zdania. „Pokaż mi pokój”.

Zaprowadzili go do małego, pozbawionego okien pokoju obok pralni, niegdyś pomieszczenia gospodarczego. Teraz wyglądał jak mózg domu. Półki ze sprzętem, migające routery i rząd płaskich ekranów.

„Zainstalowałam dodatkowe kamery, tak jak pan prosił” – powiedziała Maria, wskazując palcem. „Salon, kuchnia, korytarz i sypialnia pańskiej matki. Mikrofony też. Wracam teraz do domu, żeby nikt niczego nie podejrzewał”.

Podała mu termos i papierową torbę. „Kawa i kanapki. Przydadzą ci się”.

Kiedy odeszła, zapadła cisza. Logan usiadł przed monitorami i nagle poczuł się jak obcy w swoim życiu. Jakaś absurdalna część jego duszy miała nadzieję, że nic się nie stanie, że Sienna zajmie się jego matką przez cały weekend, poczyta jej i udowodni, że oboje się mylą.

Punkt o dziesiątej wielki ekran przedstawiający główne schody ożył.

Sienna zeszła po schodach, ale tym razem w jej krokach nie było ostrożnego miękkości, nie było w nich żadnego osiągnięcia. Poruszała się z wyluzowaną arogancją, boso w drogich legginsach i za dużej bluzie z kapturem. W jednej ręce trzymała szklankę jego najlepszej whisky. W drugiej papierosa.

Logan wpatrywał się. Nigdy nie widział, żeby paliła.

Zaciągnęła się powoli i wyciągnęła z kieszeni drugi telefon. Nie ten elegancki model, za który zapłacił, ale tani telefon jednokrotnego użytku w plastikowej obudowie. Wybrała numer i oparła się o poręcz.

„Odszedł” – powiedziała, wypuszczając dym, jej głos był cichszy i bardziej szorstki. niż zwykle. „Tak, kupił całą ofertę w Singapurze. Dom jest nasz w ten weekend”.

Palce Logana wbiły się tak mocno w podłokietnik, że zbielały mu kostki.

„Tak, staruszka wciąż tam jest” – kontynuowała Sienna, przewracając oczami. „Jest jak plama, której nie da się zmyć. Ale nie martw się, Tyler… dziś zaczynamy plan B. Wpadnij”.

Tyler.

To imię uderzyło Logana jak cios w pierś. Jego młodszy kuzyn. Jego dyrektor operacyjny. Ten, którego miał, jako członka rodziny, w firmie.

Publicité