Rozdział 1: Niewidzialny Inżynier
Serwery krzyczały. Była 3:14 nad ranem we wtorek, dokładnie trzydzieści godzin przed planowanym otwarciem sesji na nowojorskiej giełdzie. W mroźnej, pozbawionej okien piwnicy siedziby firmy, szum agregatów chłodzących był fizycznym ciężarem dla moich bębenków. Siedziałem po turecku na podwyższonej, antystatycznej podłodze, z laptopem niepewnie balansującym na kolanach, a moje palce śmigały po klawiaturze w szaleńczym, desperackim rozmyciu.