{“aigc_info”:{“aigc_label_type”:0,”source_info”:”dreamina”},”
”:{“os”:”web”,”product”:”dreamina”,”exportType”:”generation”,”pictureId”:”0″},”trace_info”:{“originItemId”:”7576890973993667848″}}
Kiedy sierżant Alvaro Cifuentes wysiadł z wojskowego autobusu w małym miasteczku Borja w Saragossie, po prawie dziesięciu miesiącach misji międzynarodowej, nie pragnął niczego bardziej niż uściskać swoją dwunastoletnią córkę Lucię. Przez całą podróż wyobrażał sobie ten moment: biegnącą do niego, on biorącą ją w ramiona, stary biały dom w tle. Ale ta scena nigdy się nie wydarzyła.
Jego żony, Rebeki, nie było na stacji. Lucii też nie. Tylko suchy popołudniowy wiatr. Álvaro pomyślał, że mogli nie odebrać jego wiadomości, więc odłożył plecak i przeszedł dwa kilometry do domu. Ale kiedy otworzył drzwi na werandę, poczuł lodowaty chłód w powietrzu. W domu było cicho, zbyt cicho.
Rebeca wyszła z kuchni z wymuszonym uśmiechem.
„Już?” mruknęła, unikając kontaktu wzrokowego.
„Gdzie jest Lucia?” zapytał, szczerym uśmiechem, którego nie potrafił do końca wytłumaczyć.
Kobieta nawet go zastępuje.
„Jest… na podwórku. Chyba się bawi”.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą ⤵️