Rozdział 1: Wymazanie
Potrafię wskazać dokładną, duszącą chwilę, w której moje własne ciało i krew wymazały mnie ze swojej historii. Nie towarzyszyła temu krzykliwa kłótnia ani dramatyczne trzaskanie drzwiami. Stało się to w zwyczajne wtorkowe popołudnie, trzy tygodnie przed moimi osiemnastymi urodzinami, w otoczeniu mdłego, słodkiego zapachu waniliowo-jaśminowych odświeżaczy powietrza mojej mamy.
Właśnie weszłam przez frontowe drzwi naszego podmiejskiego domu w stylu kolonialnym, z ramionami obolałymi po wyczerpującej, czterogodzinnej zmianie, podczas której dźwigałam pudła w lokalnej niezależnej księgarni. Rzuciłam płócienny plecak na granitowy blat kuchenny, a w moim tętnie zabłysła rzadka, naiwna iskierka nadziei. Chciałam zapytać o zorganizowanie skromnej kolacji – może dla pięciu przyjaciół i kilku kawałków pizzy margherita w centrum miasta – dla upamiętnienia mojego wkroczenia w dorosłość. Nic wystawnego. Po prostu ciche potwierdzenie, że istnieję.