„Naprawdę?” Glenn zniżył głos. „Słuchaj, nie obchodzi mnie, co zrobiłeś. Jestem twoim prawnikiem. Zależy mi tylko na tym, żebyś dostał zapłatę. Ale nie mogę się bronić przed dowodami, o których nic nie wiem. Jeśli coś znajdą – raporty toksykologiczne, sfałszowane dokumenty – muszę się o tym dowiedzieć natychmiast. Jeśli mnie okłamiesz, nie będę mógł cię chronić”.
Perry zabrał głos, a jego głos drżał idealnie. „Mamo, proszę. Adrien może to rozwiązać, ale musisz mu zaufać. Potrzebujemy tych pieniędzy”.
Diana spojrzała na syna, a potem na Glenna. Rozważyła opcje. Rozważyła ryzyko w kontekście telefonów od firm windykacyjnych.
„Czy to dotyczy tajemnicy zawodowej między prawnikiem a klientem?” – zapytała.
„Absolutnie” – skłamał Glenn.
Diana westchnęła i odchyliła się na krześle. „Martin chciał się ze mną rozwieść” – powiedziała nonszalancko. „Dowiedział się o długach. Chciał przepisać testament i wszystko przekazać tej rozpieszczonej Emmie”.
Wpatrywałam się w ekran, wbijając paznokcie w dłonie.
„Był starym głupcem” – kontynuowała Diana. „Nie rozumiał, że robię to, co najlepsze dla rodziny. Więc… tak. Zmieniłam mu dawkę leków. Naparstnica jest bardzo trudna do wykrycia, jeśli ofiara ma już chorobę serca. Po prostu pomogłam naturze”.
„A testament?” – zapytał Glenn, robiąc notatki w notesie.
„Sfałszowany” – prychnęła. „Oczywiście. Ręka Martina za bardzo się trzęsła, żeby na końcu podpisać cokolwiek czytelnego. Zrobiłam mu przysługę. Dopilnowałam, żeby majątek trafił tam, gdzie jego miejsce”.
„Dla ciebie” – powiedział Glenn.
„Dla rodziny” – poprawiła. „Christopher rozumie. Wie, co oznacza poświęcenie”. Zgodził się trzymać Emmę z daleka, żeby sprawy… potoczyły się mniej problematycznie.
„Zabiłaś go” – wyszeptał Perry, a łzy spływały mu po policzkach.
„Przeżyłam, Perry” – warknęła Diana. – „Tak właśnie robią kobiety takie jak ja. My przetrwamy”.
„Właściwie nie” – powiedziałem, otwierając drzwi i wchodząc do pokoju.
Diana odwróciła się, szeroko otwierając oczy. „Ty. Była żona. Co ty tu robisz?”
„To ja nagrałem każde słowo” – powiedziałem, wskazując na kamerę ukrytą w regale z książkami.
Diana wstała, a jej twarz pobladła. „To pułapka. To się nie utrzyma”.
„To nie jest przynęta, jeśli dobrowolnie przekazujesz informacje osobie prywatnej, która nie jest prawnikiem” – powiedział Glenn, porzucając swoją rolę. „W tym stanie zgoda jednej ze stron ma zastosowanie do nagrania, jeśli istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. A biorąc pod uwagę fakt, że właśnie przyznałaś się do morderstwa, to podejrzenie z pewnością istnieje”.
„Ty mała suko” – syknęła Diana, rzucając się na mnie.
Glenn bez trudu ją powstrzymał i zacisnął jej rękę za plecami.
„Policja już jedzie, Diano” – powiedziałem. „A plik audio wysłałem do chmury pięć sekund temu. Koniec”.
Potem krzyknęła – surowy, przeraźliwy dźwięk drapieżnika, który w końcu wpadł w pułapkę. „Christopher to załatwi! Nie pozwoli ci na to!”
„Christopher będzie następny” – obiecałem jej.
Rozdział 5: Upadek