Rozejrzałam się po wszystkich pudłach i meblach. „Więc zostajesz tutaj?”
„Tylko tymczasowo” – powiedział Marcus. „Dopóki nie znajdę czegoś nowego”.
Sandra podeszła do nas z udawanym, wymuszonym uśmiechem. „Naprawdę doceniamy, że możemy tu zostać. Oczywiście, musimy wprowadzić pewne zmiany. Twój pokój będzie idealny dla dzieci. Możesz się przenieść do małego pokoju na końcu korytarza”.
„Nie wychodzę z pokoju” – powiedziałam stanowczo. „Pracuję z domu. Potrzebuję komputera i dobrego internetu”.
Uśmiech Sandry zniknął. „Cóż, myślę, że potrzeby dzieci powinny być najważniejsze”.
„A ja płacę kredyt hipoteczny i rachunki” – odpowiedziałam.
Sandra skrzyżowała ramiona. „Cóż, to nie daje ci prawa do egoizmu. Jesteśmy rodziną”. »
„Rodziną, która nigdy nie pytała, czy chcę gości” – odpowiedziałam.
„Dobrze” – powiedziała Sandra, kiedy odmówiłam ustąpienia. „Zachowaj swój cenny pokój. Ale nie oczekuj, że będziemy wdzięczni, skoro nie potrafisz nawet pomyśleć o rodzinie w potrzebie”.
Poszłam na górę i zamknęłam za sobą drzwi. Wtedy właśnie rozpoczął się prawdziwy koszmar.
W domu nigdy już nie było cicho. Marcus wylegiwał się na kanapie całymi dniami, udając, że szuka pracy, a telefony prowadziły donikąd. Sandra chodziła dookoła, jakby była jakimś wybawcą, jakbyśmy mieli szczęście, że jest.
Ale najtrudniejsze było wykonanie pracy. Dzieciaki ciągle waliły w moje drzwi i wpadały do środka podczas wideokonferencji, przez co całkowicie traciłam koncentrację.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą ⤵️