Rodzina — jakby byli jakimś komitetem.
Cztery dni po mojej drugiej sesji chemioterapii pojawili się.
Moja mama, Megan i mój ojczym Ron. Uśmiechnięci. Z tacką owoców z supermarketu, jakby byli oceniani za uprzejmość.
Leżałam na kanapie, przykryta kocem, blada i obolała, kiedy Megan powiedziała: