W chwili, gdy miał już opuścić salę, jego spojrzenie zatrzymało się na fortepianie stojącym pośrodku pomieszczenia. W oczach chłopca pojawił się nagły błysk.
— Proszę… — wyszeptał. — Pozwólcie mi zagrać jeden utwór. Potem odejdę bez słowa.
Kierownik uśmiechnął się z pobłażliwym niedowierzaniem, lecz jeden z gości — elegancki mężczyzna w średnim wieku — uniósł dłoń w geście zgody.
Chłopiec podszedł do instrumentu. Jego palce przez moment drżały nad klawiaturą, po czym zdecydowanie opadły na klawisze.
Już po pierwszym akordzie w sali zapadła absolutna cisza. Dźwięki wypełniły przestrzeń z niezwykłą siłą i delikatnością zarazem. Rozmowy ucichły, kieliszki zastygły w pół drogi do ust. Surowa twarz kierownika powoli traciła swój chłód, ustępując miejsca rosnącemu zdumieniu.
W pewnym momencie jeden z biznesmenów podszedł bliżej fortepianu i zrobił coś, co wprawiło wszystkich w osłupienie — zdjął marynarkę i delikatnie okrył nią ramiona chłopca.
Kiedy wybrzmiała ostatnia nuta, przez kilka sekund panowała głęboka cisza. A potem wybuchły brawa. Najpierw przy jednym stole, potem przy kolejnym. Wkrótce cała sala wstała, nagradzając go owacją na stojąco.
Ten sam mężczyzna w średnim wieku podszedł do chłopca. W jego oczach szkliły się łzy.
— Kto cię tego nauczył? — zapytał cicho.