— Nic z tego.
Mogła oddychać, ale płuca odmawiały posłuszeństwa. Serce zaczęło jej walić — 120, 140, 160 uderzeń na minutę. A potem — cios. Jak młot w klatkę piersiową. Masza krzyknęła.
— Co?! Masza! Co?!
— Serce… Anton… Źle się czuję… — wydyszała…
Po tym wszystko stało się jak koszmar. Ramię. Zmiana miejsc. Szalony pęd. Wiatr, samochód, krzyki, syreny.
Drogówka zatrzymała ich na granicy miasta.
— Kierowca, dokumenty!
— Do szpitala! Moja żona jest w złym stanie! — krzyknął Anton.
Funkcjonariusz pochylił się do środka i zobaczył Maszę — bladą, z sinymi ustami, łapiącą oddech. Bez słowa włączył syrenę.
— Za nami! Za nami!
Po pięciu minutach byli na miejscu. Izba przyjęć, krzyki, nosze, lekarze.
— Co się stało?
— Jej serce! Ma drgawki od sześciu miesięcy!
— Po porodzie?
— Tak…
— Była u kardiologa?
— Nie…
Lekarz pokręcił głową. Masza już leżała na noszach, wieziona na oddział intensywnej terapii.
— Anton… — wyszeptała.
— Jestem tutaj! Nie bój się! Wszystko będzie dobrze!
— Dzieci…
— Nie myśl o nich! Pomyśl o sobie!
Wywieziono ją. Anton został na korytarzu. Usiadł na ławce, z głową w dłoniach. Serce mu pękło.
Idiota. Głupiec. Powinien był zaciągnąć ją do lekarza siłą. Powinien był nalegać. Błagać. Ale wierzył w to, że „samo przejdzie”.
Godzina. Dwie. Trzy. Nikt nie wyszedł.
Pod wieczór pojawił się młody, zmęczony lekarz. — Czy to pani mąż?
— Tak! Jak się czuje?
— Poważnie. Kardiomiopatia rozstrzeniowa poporodowa. Serce jest powiększone, frakcja wyrzutowa — 30%. To znaczy, że serce pracuje z jedną trzecią swojej normalnej wydajności.
— Co to znaczy?
— Teraz ją stabilizujemy. Potem — operacja. Być może rozrusznik serca. Albo… — zawahał się — przeszczep.
Anton załamał się. Świat się zawalił.
Zadzwonił do teściowej.
— Mamo, jesteśmy w szpitalu. Masza… z sercem.
— O Boże! Co się stało?
— Atak padaczki. Jest na intensywnej terapii. Aby uzyskać pełny etat, proszę kliknąć tutaj lub kliknąć na Öppna-knappen (>), a także polubić DELA na tym Facebooku.