Następnego dnia sąsiadka z drugiego piętra wezwała karetkę.
Choroba była w zaawansowanym stadium.
Zostało jej tylko osiem miesięcy życia.
Osiem miesięcy, w których starała się przygotować ich do życia.
Uczyć ich, jak być dobrymi.
Pomagać sobie nawzajem.
Aby nigdy nie stali się tacy jak ich ojciec.
Kiedy zmarła, chłopcy mieli 9 i 6 lat.
Wylądowali w ośrodku opieki zastępczej w powiecie. Nie dlatego, że ich porzuciła. Ale dlatego, że nie było nikogo. Ojciec nawet nie przyszedł na pogrzeb. Nie zadzwonił. O nic nie pytał.
Lata mijały ciężko.
Głód.