Pierwszą rzeczą, na którą wszyscy zwrócili uwagę w The Silver Eclipse, było światło.
Kryształowe żyrandole rzucały złotą poświatę na marmurowe podłogi. Delikatna melodia skrzypiec unosiła się w jadalni. Perfumy i wykwintne wina mieszały się z aromatem masła truflowego i wolno gotowanego mięsa. Było to miejsce zaprojektowane dla bogaczy, gdzie mogli podziwiać swoje odbicie w lśniącym szkle i srebrze.
Ludzie tacy jak Harper Quinn poruszali się niezauważeni przez ten blask.
Miała na sobie prosty czarny mundur. Jej ciemne włosy były starannie związane. Jej kręgosłup był prosty, ponieważ lata dyscypliny nauczyły ją grzecznie wtapiać się w tło, przewidując potrzeby, zanim jeszcze zostały wyrażone. Nosiła naczynia warte więcej niż jej miesięczny czynsz. Uśmiechała się, bo to było obowiązkowe. Odzywała się tylko wtedy, gdy ktoś ją o to poprosił.
Przy stoliku numer dwanaście mężczyzna w grafitowym, szytym na miarę garniturze bębnił palcami w białą pościel. Duży złoty zegarek odbijał światło żyrandola na jego nadgarstku. Dwóch kolegów siedziało naprzeciwko niego, śmiejąc się głośniej niż to konieczne z jego uwag.
Harper podeszła z tacą z napojami.
„Woda mineralna, proszę pana” – powiedział cicho.
Mężczyzna spojrzał na nią, po czym odwrócił się do swoich towarzyszy i przemówił po niemiecku, powoli i zdecydowanie.
„Spóźnił się pan. W tych miejscach zatrudnia się miłych ludzi, ale bezmózgich. Niech pani zaraz coś wykrztusi”.
Jego współpracownicy zadrwili. Jeden dodał sprośny komentarz. Harper rozumiała każdą sylabę. Jej babcia uczyła ją niemieckiego, zanim jeszcze nauczyła się angielskiego. Dorastała, literując obce zwroty z wyświechtanych podręczników przy małym kuchennym stole.
Odstawiła szklankę, nie potrząsając nią ani trochę.
Potem odpowiedziała nienaganną niemiecką.
„Przepraszam za opóźnienie, proszę pana. Kuchnia dopilnowała, żeby stek był odpowiednio wysmażony, więc nie może pan już narzekać”.
Śmiech natychmiast ucichł.
Wyraz twarzy mężczyzny stwardniał. Na jego twarzy pojawił się rumieniec. Kaszlnął i mruknął coś po angielsku.
Harper uśmiechnęła się do niego uprzejmie.
„Jeśli będziesz czegoś jeszcze potrzebował, będę tuż obok”.
Odszedł miarowym krokiem, mimo że serce waliło mu pod żebrami. Szef kuchni obserwował go zza lady mrużąc oczy. Nazywał się Roland Pierce. Dziesięciolecia doświadczenia w eleganckich restauracjach nauczyły go wyczuwać napięcie, zanim wybuchnie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj następną stronę >>