— Lena, patrz! — Jegor podbiegł do mnie i pokazał prawie ukończony żaglowiec o szkarłatnych żaglach. — Nazwiemy go „Nadzieja”!
Objęłam go ramionami. Nikita podszedł bliżej i pocałował mnie w czubek głowy.
— Zapiekanka gotowa. Czas na herbatę.
I usiedliśmy do stołu. Mężczyzna, którego kochałam. Chłopiec, który stał się mi bliski. Spojrzałam na nich i zrozumiałam najważniejszy wniosek: siła nie tkwi w niszczeniu życia wroga.
Prawdziwa siła to budowanie własnego życia. Murarz, który cierpliwie, cegła po cegle, buduje mury swojego domu, zawsze będzie silniejszy od kogoś, kto potrafi jedynie spektakularnie wysadzić w powietrze cudze mury.
Bo po wybuchu zostaje tylko popiół. Ale dom — który stoi. A w jego oknach zawsze będzie płonąć światło.