W sądzie Evan już czekał.
Wyglądał na… wypoczętego. Pewnego siebie. Jak człowiek, który wierzy, że już wygrał.
Obok niego stała Vanessa Clarke, jedna z jego koleżanek. Ta sama kobieta, o którą kiedyś kazał mi się nie martwić.
Jej dłoń swobodnie spoczywała na jego ramieniu, jakby zawsze tam była.
Evan zerknął na mój brzuch i zmarszczył brwi.
Nie z troską.
Z obrzydzeniem.
„Nie mógłbym być z kimś, kto tak wygląda” – powiedział sucho. „To przygnębiające. Chcę odzyskać swoje życie”.
Kilka osób w pobliżu odwróciło się, żeby spojrzeć.
Vanessa zaśmiała się cicho, rozbawiona.
„Naprawdę się starał” – dodała cicho. „Ale mężczyźni też mają swoje potrzeby”.
Poczułam, jak zaciska mi się gardło.
„Rzucasz mnie na kilka dni przed porodem” – powiedziała cicho.
Evan wzruszył ramionami. „Wszystko będzie dobrze. Mój prawnik zajmie się alimentami. Nie jestem twoją odpowiedzialnością”.
Więcej na następnej stronie.