— Co tym razem się stało? — zapytała Julia, obserwując, jak Igor pakuje dżinsy i sweter do torby.
— Tata czuje się naprawdę źle. Ma wahania ciśnienia. Mama nie daje sobie z tym rady sama.
— A lekarz? Wezwałaś lekarza?
— Tak, ale wiesz, jak to jest z tymi lekarzami rodzinnymi w dzisiejszych czasach. Przepisał tabletki i wyszedł.
Igor mówił przekonująco, ale coś w jego tonie wzbudziło podejrzenia Julii. Brzmiał zbyt wyćwiczony, pozbawiony autentycznych emocji kogoś, kto naprawdę martwi się o swoich chorych rodziców.
— Igor, może powinniśmy zabrać ich do szpitala? Skoro to takie poważne?
— Nie chcą. Boją się szpitali. Mówią, że w domu jest ciszej.
Mąż zamknął torbę i pocałował żonę w policzek.
— Nie nudź się. Próbuję to szybko ogarnąć.
Po odejściu Igora Julia została sama z narastającym niepokojem. Próbowała sobie przypomnieć, kiedy ostatnio kontaktowała się telefonicznie z teściową. Było to około miesiąc temu, kiedy Ludmiła Pawłowna zadzwoniła do przyjaciółki z okazji urodzin.
Teściowa rozmawiała wtedy wesoło, pytała o pracę synowej i opowiadała o pracy w domku letniskowym. Ani jednej skargi na jej zdrowie. Wręcz przeciwnie, Ludmiła Pawłowna chwaliła się zbiorami pomidorów i planami na zimę.
— Dziwne — mruknęła Julia, stojąc przy oknie i obserwując jesienny deszcz. — Skoro mama tak źle się czuje, to dlaczego nie dzwoni? Kiedyś zawsze nam mówiła, kiedy jest chora.
W poniedziałek Igor wrócił jeszcze bardziej ponury.
— Jak się mają twoi rodzice? — zapytała żona.
— Tata czuje się lepiej. Mama nadal jest słaba.
— A co powiedział lekarz?
— Który lekarz? — jej mąż nie rozumiał.
— No cóż, lekarz rodzinny. Mówiłaś, że go wezwałaś, prawda? — A tak. Powiedział, żeby ich pilnować. Jeśli się pogorszy — do szpitala.
Igor szybko się przebrał i usiadł przed komputerem. Rozmowa wyraźnie nie zachęcała do dalszej dyskusji.
Wieczorem, kiedy mąż poszedł wziąć prysznic, Julia sięgnęła po telefon. Nigdy wcześniej nie zaglądała do telefonu męża, ale coś jej mówiło, że musi teraz zajrzeć.
Nie było żadnych połączeń do rodziców. Żadnych wychodzących, żadnych przychodzących. Przez ostatnie dwa tygodnie — ani jednego kontaktu z Ludmiłą Pawłowną ani Wiktorem Siemionowiczem.
— Jak to możliwe? — wyszeptała Julia. — Skoro Igor mieszka z nimi, to dlaczego nie dzwonią?
Normalnie, gdy męża nie było, jego rodzice dzwonili do Julii przynajmniej raz. Żeby zapytać, jak się sprawy mają, albo czy muszą przekazać synowi jakieś informacje. Tym razem — cisza.
Czwarty wyjazd odbył się w następny piątek.
— Znów do rodziców? — zapytała Julia.
— Tak. Mama ma gorączkę. Chyba się przeziębiła.
— Igorze, mam jednak jechać? Pomóc w opiece.
— Po co miałabyś się narażać na dodatkowe kłopoty? — odparł ostro jej mąż. — Masz dość pracy.
— Nie ma problemu. Przecież to twoi rodzice. To też moi rodzice.
— Julio, nie ma potrzeby. Już i tak jest tam ciasno. I możesz się rozchorować.