„Wiedziałem!” – wykrzyknął, uśmiechając się triumfalnie. „Każdy cent jest mój!”. Odwrócił się do mnie, a na jego ustach pojawił się okrutny uśmiech. „Słyszałaś, Vanesso? Siedemdziesiąt pięć milionów. A ty? Nie dostaniesz nic. Absolutnie nic”.
Siedziałam bez ruchu, wstyd palił mnie w piersi. Jego doradcy cicho prychnęli. Przygotowałam się na ostatnie upokorzenie.
Curtis chwycił teczkę.
„Dobrze, Sterling. Zacznij od przelewów. Skończyłem z tym.”
„Proszę usiąść, panie Curtis” – powiedział spokojnie Sterling.
W sali zapadła cisza. Jego głos nie był podniesiony, ale emanował niewątpliwą pewnością siebie.
Curtis zawahał się, zirytowany, a potem opadł na krzesło.
Sterling przewrócił stronę. Ciche drapanie papieru było ogłuszające.
„Jest jeszcze jeden zapis” – powiedział spokojnie. „Twój ojciec napisał go dwa dni przed tym, jak zapadł w śpiączkę. Nosi tytuł „Klauzula Lojalności i Charakteru”.
Curtis prychnął.
„Oszczędź mi kazań mojego ojca. Pomiń je”.
„Nie mogę” – odparł Sterling. „Bo od tego zależy twoje dziedzictwo”.
Odchrząknął i przeczytał na głos:
„Zbudowałem swoją fortunę na solidnych fundamentach. A budynek nie może ustać, jeśli fundament jest zbutwiały. Obserwowałem mojego syna Curtisa przez wiele lat – jego próżność, egoizm i, co najboleśniejsze, brak współczucia dla umierającego ojca. Ale obserwowałem też Vanessę”.
Serce mi podskoczyło. Arthur… pisał o mnie?
Sterling kontynuował:
„Vanessa była jak córka, której nigdy nie miałem. Opatrywała moje rany, znosiła moje nastroje i chroniła moją godność w moich ostatnich dniach – podczas gdy mój własny syn czekał na moją śmierć. Wiem, że Curtis ceni pieniądze bardziej niż ludzi. I boję się, że kiedy mnie zabraknie, porzuci Vanessę, by cieszyć się moim majątkiem, bez świadków jego okrucieństwa”.
Twarz Curtisa zbladła. Otworzył usta, ale nie wydobył z siebie żadnego dźwięku.
„Dlatego” – przeczytał stanowczo Sterling – „w chwili mojej śmierci i odczytania tego testamentu Curtis powinien poślubić Vanessę, mieszkać z nią i traktować ją z należnym jej szacunkiem, a także odziedziczyć siedemdziesiąt pięć milionów dolarów. Jednakże…”
Sterling zrobił pauzę. Curtis wyraźnie drżał.
„Jeśli Curtis porzuci Vanessę, wyprowadzi ją z ich wspólnego domu lub wniesie pozew rozwodowy przed tym odczytaniem, moje obawy się potwierdzą. W takim przypadku spadek Curtisa będzie ograniczony do miesięcznego funduszu w wysokości dwóch tysięcy dolarów, przeznaczonego wyłącznie na podstawowe wydatki i niedostępnego dla niego”.
W sali zapadła kompletna cisza.
„To niemożliwe!” krzyknął Curtis, zrywając się na równe nogi. „Jestem jego synem! Nie może tego zrobić!”
„Proszę zaczekać” – powiedział Sterling, unosząc rękę. „Nie przeczytałem jeszcze, jak mają zostać rozdzielone pozostałe aktywa”.
Odwrócił się do mnie. Tym razem jego wyraz twarzy złagodniał, ukazując delikatny, pełen szacunku uśmiech.
„W przypadku, gdyby mój syn ujawnił swoją prawdziwą naturę i porzucił żonę, cały pozostały majątek – w tym rezydencja, inwestycje i siedemdziesiąt pięć milionów dolarów – przejdzie całkowicie i nieodwołalnie na jedyną osobę, która udowodniła, że jest tego warta: panią Vanessę”.
Pokój zdawał się przechylać. Moje ręce drżały na stole – nie ze strachu, lecz z niedowierzania.
Curtis stał jak wryty w ziemię, wpatrując się we mnie, jakbym zmartwychwstał.
Czytaj dalej na następnej stronie