„Wszystko… dla niej?” – wyszeptał.
Sterling zatrzasnął teczkę z głośnym hukiem.
„Tak, panie Curtis. Zgodnie z dokumentami rozwodowymi, które osobiście złożył pan w zeszłym tygodniu” – uniósł dokumenty – „i oświadczeniem o zabezpieczeniu, potwierdzającym wyprowadzkę pani Vanessy z domu, klauzula wydziedziczenia weszła w życie”.
Curtis opadł ciężko na krzesło.
„Nie… nie… to nie może się dziać!” – krzyknął. „Sterling, pomóż mi! Vanesso, proszę!”
Odwrócił się gwałtownie, a rozpacz w jednej chwili ustąpiła miejsca arogancji. Rzucił się na mnie, próbując złapać mnie za ręce.
„Vanesso, kochanie” – błagał. „Byłem pod ogromną presją. Żal mnie załamał. Nie chciałem cię odepchnąć. Po prostu potrzebowałem przestrzeni! Kocham cię. Damy radę. Mamy 75 milionów! Wszystko może znów być idealne!”
Spojrzałam na niego – na te same dłonie, które rzuciły mi czek pod nogi i patrzyły, jak wylewają mnie na deszcz. Nie widziałam w jego oczach miłości. Tylko panikę. Chciwość. Lęk przed ubóstwem.
Przypomniałam sobie ostatnie noce Arthura. Spanie w moim samochodzie. Wyrzucanie śmieci.
Powoli uwolniłam ręce i wstałam.
„Masz rację w jednej sprawie, Curtis” – powiedziałam spokojnie. „Ból rozjaśnia sprawy. A teraz widzę wszystko idealnie”.
„Vanesso, proszę!” – szlochał, osuwając się na kolana. „Nie rób tego! Jestem twoim mężem!”
„Już nie” – powiedziałam cicho. „To twoja decyzja. Powiedziałaś mi, że nie pasuję do twojego życia”.
Odwróciłam się do Sterlinga.
„Kiedy będę mogła przejąć dom?”
Czytaj dalej na następnej stronie