Głos Hansa stał się ostrzejszy. „Emma… Co słyszysz?”
Skradłam się do zasłon, serce waliło mi jak młotem. Latarnia uliczna rzucała blady prostokąt na podłogę. Podciągnęłam zasłonę na tyle, żeby widzieć.
Mężczyzna stał kilka centymetrów od szyby. Twarz miał ukrytą pod kapturem, a jedną rękę uniósł, jakby chciał znowu zapukać.
Kiedy moje oczy spotkały się z jego mrocznym spojrzeniem, przechylił głowę – jakby wiedział, że patrzę.
Potem wskazał.
Nie na mnie.
Na Milę.
Zaciągnęłam zasłonę tak szybko, że zatrzasnęła się na karniszu. Mila jęknęła, a ja bez namysłu zakryłam jej usta – nie mocno, tylko na tyle, żeby ją uciszyć.
„Emma?” – zapytał Ethan z naciskiem. „Porozmawiaj ze mną”.
„Ktoś jest na zewnątrz” – wyszeptałam. „Przy oknie w salonie”. »
« Zadzwoń pod 112 » – powiedział natychmiast. « Natychmiast. »
Palce drętwiały mi, gdy cofałam się do korytarza. Mila mocno przyciskała się do mojej piersi. Nie biegłam. Bieganie wydaje dźwięk, a hałas zdradza drapieżnikom, gdzie jesteś.
Kiedy otworzyłam klawiaturę, żeby wybrać numer, dom przeszył kolejny dźwięk.
Ciche, metaliczne zgrzytanie przy tylnych drzwiach.
Ktoś sprawdzał klamkę – powoli. Ostrożnie.
Oczy Mili były szeroko otwarte w świetle nocnej lampki w korytarzu. «Mamo… obca osoba?» wyszeptała.
«Cicho,» ułożyłam usta i jedną ręką wykręciłam numer 112.
Kiedy operator otworzył, zmusiłam się do wymówienia tych słów. «Ktoś jest przed moim domem. Próbują otworzyć drzwi. Mam ze sobą małe dziecko. Proszę wezwać policję.»
Nie dawała mi spokoju – adresy, opisy, pytania, na które nie potrafiłam odpowiedzieć. Wiedziałam tylko, że ściany zaciskały się na mnie.
Z głośnika dobiegł głos Ethana. „Emma… to moja wina”.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą ⤵️