Krew zamarła mi w żyłach. Przytuliłem się do pnia drzewa i wytężyłem słuch.
„Policja zakwalifikowała to jako wypadek” – powiedział Michael. „Sprawa zamknięta. Mechanik współpracował”.
Harrington skinął głową.
„Dobrze. Im szybciej zostawimy tę nieprzyjemną sprawę za sobą, tym szybciej będziemy mogli ruszyć z przejęciem. Rynek praw do starszych modeli nie będzie czekał wiecznie”.
„Właśnie widziałem Elizabeth” – kontynuował Michael. „Jest dokładnie taka, jakiej się spodziewałem: załamana, zdesperowana, zrozpaczona. Nie ma pojęcia, co się dzieje”.
„Niech tak zostanie” – ostrzegł Harrington. „Ostatnią rzeczą, jakiej chcemy, to żeby nabrała podejrzeń i zatrudniła jakiegoś wojowniczego prawnika”.
„Uwierz mi” – zaśmiał się Michael. „Nie byłaby w stanie nawet wydostać się z papierowej torby, gdybym jej nie powiedział, która droga jest otwarta”. Przez osiem lat była idealną żoną-trofeum – zero umiejętności, zero kręgosłupa”.
Ich śmiech uderzył mnie jak cios. Przez chwilę chciałam wyjść z cienia i krzyknąć, że wiem wszystko – że nie ujdzie im na sucho to, co zrobili moim rodzicom i co teraz próbują zrobić mnie.
Ale ostrzegawcze słowa Olivii trzymały mnie w miejscu.
To nie był odpowiedni moment.
Potrzebowaliśmy więcej dowodów. Musieliśmy być mądrzy.
Podczas gdy mężczyźni kontynuowali dyskusję o warunkach zakupu i wycenach rynkowych, ostrożnie cofnęłam się i wróciłam do samochodu Olivii.
„Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha” – powiedziała, gdy zajmowałam miejsce pasażera.
„Chyba właśnie słyszałam, jak przyznają się do zamordowania moich rodziców” – wyszeptałam drżącym głosem.
Olivia szeroko otworzyła oczy.
„Jesteś pewna?”
Powtórzyłam rozmowę słowo w słowo, a w mojej głowie kłębiły się myśli o konsekwencjach.
„Mechanik współpracował. Co to znaczy poza tym, że zapłacono mu za majstrowanie przy hamulcach?”
„Musimy iść na policję” – powiedziała Olivia.
„Z czym? Fragmentami rozmów, które podsłuchałam, kiedy ich szpiegowałam? Odrzucą to jako paranoiczne bełkotanie pogrążonej w żałobie córki”.
Pokręciłem głową.
„Nie. Potrzebujemy twardych dowodów. Czegoś niepodważalnego”.
Olivia mocno ścisnęła kierownicę.
„A co z nagraniami na pendrive?”
„Podejrzane” – powiedziałem. „Niejednoznaczne. Potrzebujemy mechanika. Jeśli zapłacono mu za sabotaż hamulców, to on jest kluczem do wszystkiego”.
Olivia uruchomiła samochód i odjechała od krawężnika. „Nazwisko mechanika powinno znaleźć się w raporcie policyjnym. Finch będzie miał kopię”.
Chwyciłem telefon i napisałem do Fincha. Szybko odpisał.
Thomas Reed. Warsztat samochodowy Reeda, Queens. Pracował przy samochodzie twojego ojca trzy dni przed wypadkiem. Rutynowa konserwacja.
„Musimy z nim porozmawiać” – powiedziałem.
„Nie my” – natychmiast zaprotestowała Olivia. „Jesteś zbyt rozpoznawalny. Jeśli Michael ma tego człowieka w kieszeni, może go ostrzec, jeśli się pojawisz i zaczniesz zadawać pytania”.
Miała rację.
„Co powinniśmy wtedy zrobić?”
Uśmiech powoli rozlał się po twarzy Olivii.
„Mam przyjaciela” – powiedziała. „Właściwie byłego klienta. Byłego policjanta, który został autorem thrillerów”. Może mógłby nam pomóc w zorganizowaniu spotkania z panem Reedem”.
Dwa dni później siedzieliśmy w mieszkaniu Olivii z Jackiem Donovanem – barczystym mężczyzną o siwych włosach i oczach, którym nic nie umknęło.
„Więc jeśli dobrze rozumiem” – powiedział, gdy wyjaśniliśmy sytuację. „Myślisz, że twój mąż zorganizował morderstwo twoich rodziców, majstrując przy ich samochodzie, żeby przejąć kontrolę nad wydawnictwem i dwunastoma milionami aktywów?”
Przełknęłam ślinę.
„I prawa do katalogu” – dodałam. „Możliwe, że o wiele więcej”.
Jack cicho zagwizdał.
„Ludzie mordowali za mniejsze pieniądze. Ale to jest nieprawdopodobne, Elizabeth. Bardzo nieprawdopodobne”.
„Wiem, co słyszałem”.
„Podsłuchane rozmowy są notorycznie mało wiarygodne i dopuszczalne w sądzie”. Jack zamyślony postukał palcami w stół. „Ale mechanik – jeśli był w to zamieszany – to co innego”. Mógłby mówić. Zwłaszcza jeśli uważa, że został wrobiony, żeby wziąć na siebie winę. »
„Myślisz, że Michael by go zdradził?” – zapytała Olivia.
„Bez wahania” – odparł Jack. „Mężczyźni tacy jak twój mąż nie chronią słabszych. Są zastępowalni”.
Pochyliłam się do przodu.
« Więc zamierzasz nam pomóc? »
„Porozmawiam z Reedem” – powiedział Jack. „Wybadam go. Ale niczego nie mogę obiecać”.
Jego wyraz twarzy spoważniał.
„A wy dwaj musicie trzymać się z daleka. Jeśli coś pójdzie nie tak, absolutnie nie chcę, żebyście się w to mieszali”.
Zgodziliśmy się – choć niechętnie. W moim przypadku myśl o staniu z boku, podczas gdy inni walczą za mnie, kłóciła się z odzyskaną determinacją.
Ale Jack miał rację.
Moja obecność tylko skomplikowałaby sprawę.