„A ty… moja droga dziewczyno… ty i ten ciężar, który dźwigasz, wkrótce do niego dołączycie”.
Jakbyśmy dali im znak, zza otaczających nas drzew wyłoniło się czterech krzepkich mężczyzn. Ich twarze były surowe, ciała wykrzywione przemocą.
Charles popchnął mnie za siebie, przyjmując postawę obronną.
„Czego chcesz?” krzyknął.
Dr Ramirez nie odpowiedział. Po prostu przechylił głowę.
Mężczyźni rzucili się na mnie.
Charles walczył zaciekle – powalił jednego – ale czterech na jednego to nie była walka, to było bicie. Jeden z mężczyzn uderzył Charlesa mocno pałką w tył głowy.
Charles upadł na ziemię, nieprzytomny.
„Charles!” krzyknęłam, próbując do niego dobiec, ale dwóch innych mężczyzn mnie trzymało, ich żelazne dłonie miażdżyły mi ramiona.
Walczyłam – drapałam się, szamotałam – ogarnięta paniką. Ale jaką siłę ma kobieta w ciąży przeciwko mężczyznom zbudowanym jak mur?
Doktor Ramírez podszedł powoli. Wyjął z kieszeni strzykawkę wypełnioną żółtawym płynem.
„Spokojnie” – wyszeptał mdłym tonem. „To nie będzie bolało. Jeszcze chwila… i twoje zmartwienia się skończą”.
Igła powędrowała w moją stronę.
Panika wypełniła moje płuca.
Nie.
Nie mogę umrzeć.
Moje dziecko…
Muszę chronić moje dziecko.
Zebrałam wszystkie siły i mocno ugryzłam ramię mężczyzny, który mnie trzymał. Zawył i puścił na ułamek sekundy.
Wyrwałam się i pobiegłam.
Pobiegłam w stronę głównej kaplicy, krzycząc, aż piekło mnie w gardle.
Ratunku! Ratunku! Mordercy!
Ale…
„Dziwna wiadomość” – wyszeptałam z bijącym sercem. „Kto ją wysłał?”
Alex zmarszczył brwi, przeszukując uszkodzoną pamięć.
„Nie wiem” – powiedział. „Niezapisany numer. Ale… zanim wyszedłem, dałem swój alternatywny numer telefonu komuś. Komuś, komu ufałem. Komuś, kto mógłby ci pomóc, gdyby coś się stało. Powiedziałem im, że jeśli nie będą mogli się ze mną skontaktować, powinni powiadomić policję”.
Zamarłem.
Kim była ta osoba?
Osoba, która skontaktowała się z Alexem, była prawdopodobnie tą samą osobą, która skontaktowała się z policją, żeby mnie uratować w szpitalu St. Jude.
Ktoś pomagał nam z ukrycia.
Strach Alexa powrócił, gdy przypomniał sobie wypadek. Pielęgniarki pomogły mu go uspokoić. Środek uspokajający w końcu go uśpił.
Gdy tylko zasnął, zadzwoniłem do detektywa Moralesa. Był oszołomiony, ale i ulżony.