Zaśmiałam się krótko i bez humoru.
„Próbowałam” – powiedziałam. „Mówiłam o obowiązkach domowych. O tym, że wszystko sama dźwigam. O tym, jak mnie traktujesz. Przewróciłaś oczami. Nazwałaś mnie dramatyczną i leniwą”.
Lekko uniosłam gips.
„Błagałam cię, żebyś odśnieżał. Nie zrobiłeś tego. Poślizgnęłam się. Złamałam rękę. A kiedy wróciłam z pogotowia, powiedziałeś mi, że to mój obowiązek – i martwiłeś się, jak będziesz wyglądać”.
Rozejrzałam się po pokoju.
„Żeby było jasne” – powiedziałam spokojnie. „Nie zepsułam ci urodzin. To ty to zrobiłeś”.
Jeden z jego kolegów wpatrywał się w niego, jakby widział go po raz pierwszy.
Odwróciłam się do Lindy.
„A ty?” – zapytałam. „Kazałeś mi gotować, mimo złamanej ręki. Ostrzegałeś mnie, że mężczyźni powinni szukać gdzie indziej, jeśli kobiety nie starają się wystarczająco mocno. Jeśli tak wyobrażasz sobie małżeństwo, możesz go zatrzymać”.
Otworzyła usta ze zdumienia. Nie wydobyło się z niej żadne słowo.
Poszedłem korytarzem do sypialni.
Moja torba była już spakowana – zrobiłem to wcześniej, kiedy Jason brał prysznic.
Wróciłem, zarzucając ją na lewe ramię.
Jason wpatrywał się we mnie. „Dokąd idziesz?”
„Wyjeżdżam” – powiedziałem. „Zatrzymuję się u znajomego. Mój prawnik zajmie się resztą”.
„Nie możesz tak po prostu wyjść – mamy gości!” – wyjąkał.
„Nie” – poprawiłem go. „Masz gości. Zapłaciłem za posiłek i nieskazitelny dom. Proszę bardzo”.
Jego ojciec mruknął coś o „musimy to rozwiązać”, a ja pokręciłem głową.
„Wychowałeś mężczyznę, który traktuje żonę jak pracownicę” – powiedziałem. „Mam dość”.
Podszedłem do drzwi.
„Nie rób tego!” – zawołał za mną Jason drżącym głosem. „Załatwimy to. Pomogę więcej. Następnym razem będę odśnieżać, dobrze? Tylko… nie tak”.
Nie odwróciłam się.
Odwróciłam się do niego.
„Mówiłeś, że złamałam rękę w najgorszym możliwym momencie, akurat w twoje urodziny” – powiedziałam. „To idealny moment”.
Otworzyłam drzwi i wysiadłam.
Moja przyjaciółka Megan zaparkowała na poboczu i czekała. Powiedziałam jej: „Jeśli zobaczysz trzech obcych wchodzących, poczekaj dziesięć minut i podjedź”.
Wyskoczyła, widząc mój gips i torbę.
„Jesteś gotowa?” – zapytała cicho.
„Nie” – odpowiedziałam. „Ale i tak pojadę”.
Wzięła moją torbę, pomogła mi usiąść na miejscu pasażera i odjechaliśmy.
Mój telefon nieustannie wibrował od połączeń i SMS-ów – od Jasona, jego mamy i nieznanych numerów.
Wyłączyłam go.
Kiedy dotarliśmy do Megan, pomogła mi usiąść na kanapie, położyła mi rękę na poduszce i podała wodę.
Czytaj dalej na następnej stronie