Rozdział 1: Ocena matki
Nazywam się Margaret Elaine Caldwell i zanim wyjaśnię dokładnie mechanizmy, dzięki którym udało mi się zneutralizować wrogie przejęcie mojego życia przez mojego jedynego syna, musicie najpierw zrozumieć pole bitwy.
Mieszkam w tych czterech ścianach od czterdziestu jeden lat. W upalnym lipcu 1983 roku spędziłam trzy dni malując ściany kuchni radosną, nagietkową farbą tylko dlatego, że mój mąż, Harold, mimochodem wspomniał, że żółte kuchnie sprzyjają szczęściu. Postanowiłam mu uwierzyć. Następnej wiosny, dokładnie w roku narodzin naszego syna Dereka, uklękłam w wilgotnej glinie i zasadziłam rząd pnących róż wzdłuż ścieżki przed domem. Każdej kolejnej wiosny kwitły z żarliwą, spontaniczną lojalnością – niezawodną jak wschód słońca, co jest o wiele więcej, niż mogę powiedzieć o niektórych ludziach.