Ta herbata też nie miała sensu. Nie byłam u Rachel. Nie widziałam jej. Ale Kevin powiedział, że koleżanka Rachel widziała mnie tam z „specjalną herbatką ciążową”.
Ktoś zobaczył ciężarną kobietę pod drzwiami Rachel i Rachel przekonała go, że to ja.
Mój telefon zawibrował na podłodze. Wpatrywałam się w niego, jakby w każdej chwili mógł mnie ugryźć.
A co, jeśli to znowu detektyw, żądając, żebym przyszła na komisariat?
A co, jeśli Kevin oddzwoni, żeby oskarżyć mnie o coś gorszego?
Telefon wibrował na drewnianej podłodze. W końcu podniosłam go drżącymi rękami. Na ekranie pojawiło się imię Mariny.
Moja najlepsza przyjaciółka.
Odebrałam i natychmiast wybuchnęłam płaczem, tak głośnym, że nie mogłam już nic powiedzieć. Nie zadawała żadnych pytań. Powiedziała tylko: „Już idę. Zamknij drzwi, dopóki nie dotrę”. »
Dwadzieścia minut później Marina weszła z zapasowym kluczem i zastała mnie na kanapie, zwiniętą w kłębek i szlochającą w ozdobną poduszkę. Usiadła obok mnie, przytuliła mnie i pozwoliła mi wypłakać się na jej ramieniu.
Kiedy w końcu mogłam złapać oddech, opowiedziałam jej wszystko. Telefon od matki Kevina o tym, że Rachel straciła dziecko. Oskarżenia o przeklinanie i zatrucie w herbacie. Fałszywe wiadomości na moim forum. To, że Kevin uwierzył, że naprawdę to zrobiłam.
Mina Mariny stężała, gdy wspomniałam o detektywie.
„Nie rozmawia się z nikim bez obecności prawnika” – powiedziała natychmiast. „Ani z policją, ani z rodziną Kevina, ani z nikim innym”.
Podniosła słuchawkę.
„Znam kogoś, kto specjalizuje się w prawie karnym” – powiedziała, przeglądając już kontakty. „Zaraz do niej zadzwonię”.
Widziałam, jak Marina wykonała trzy różne telefony, jej głos był spokojny i profesjonalny, choć w jej oczach widziałam gniew. Wyjaśniła sytuację każdemu prawnikowi i zapytała o ich doświadczenia z fałszywymi oskarżeniami. Po trzecim telefonie znalazła kogoś, kto mógł się z nami spotkać następnego ranka – adwokata od spraw karnych, Evelyn Ryder, specjalizującego się w sprawach podobnych do mojej.
Obrona karna. Fałszywe oskarżenia. Słowa brzmiały nierealnie, jakbym znalazła się w czyimś dramacie prawnym.
Moje dziecko kopnęło ponownie, mocniej, a ja pocierałam miejsce na brzuchu, gdzie jej mała stópka dotknęła mojej skóry.
„Spakuj torbę” – powiedziała cicho Marina. „Zostajesz na noc”.
Zaczęłam protestować.
„Kevin uważa, że zatrułaś herbatę jego siostry” – powiedziała. „Nie możesz tu siedzieć sama z nim, kiedy tak myśli. Co jeśli wróci? Co jeśli będzie bardziej wściekły, niż brzmiał przez telefon?”
Miała rację.
Poszłam do sypialni i szybko wrzuciłam ubrania do torby weekendowej. Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że ledwo mogłam zapiąć samochód. Chwyciłam też laptopa – tego z fałszywymi postami na forum, które miały dowieść mojej niewinności albo wręcz przeciwnie, mnie potępić.
Jechałyśmy w milczeniu do mieszkania Mariny. Patrzyła na mnie, jakby bała się, że zemdleję. Twarz miałam spuchniętą od płaczu. Oczy piekły, a żołądek skręcał mi się z mdłości, które nie miały nic wspólnego z ciążą.
W domu Marina zrobiła mi ziołową herbatę i zmusiła mnie do jej wypicia. Ironia losu była tak wielka, że o mało się nie wykrztusiłam, ale usiadła naprzeciwko mnie przy swoim małym kuchennym stole i kazała mi wszystko jeszcze raz powtórzyć, tym razem z notatkami.
Każdy szczegół dotyczący mojego związku z Rachel.
Wszystkie złośliwe komentarze z ostatniego roku.
Nie mieliśmy kontaktu od sześciu miesięcy, odkąd Kevin w końcu usłyszał prawdę.
Marina zapisywała daty i godziny, tworząc oś czasu, gdzie byłam w ciągu ostatnich kilku tygodni. „Twój telefon zawiera dane o lokalizacji” – powiedziała. „Na twojej karcie kredytowej widać, gdzie robiłaś zakupy. Jeśli nie byłaś u Rachel, możemy to udowodnić”.
„A co z komentarzami na forum?” – wyszeptałam. „A co z herbatą, w której wykryto miodlę polej?”
Cokolwiek to było, ktoś przyniósł herbatę do domu Rachel. Ktoś, kto był w tak zaawansowanej ciąży, że sąsiadka myślała, że to ja.
Prawie nie spałam tej nocy na kanapie Mariny. Za każdym razem, gdy zamykałam oczy, widziałam twarz Rachel przed sobą, taką, jaką miała, gdy ogłosiła ciążę w Święto Dziękczynienia i powiedziała, że ma nadzieję, że jej dziecko będzie pierwszym wnukiem, któremu „naprawdę się uda”.
Widziałam wyraz twarzy Kevina, który zastał mnie płaczącą w domu Rachel osiem miesięcy temu.
Słyszałam jego głos z wcześniej tego dnia, lodowaty.
„Coś ty zrobiła?”
Około trzeciej nad ranem dałam sobie spokój i otworzyłam laptopa. Forum wciąż tam było, z tymi okropnymi wynikami wyszukiwania pod moim nazwiskiem. Próbowałem ustalić, skąd pochodzą te wiadomości i na którym komputerze zostały wysłane, ale nie wiedziałem wystarczająco dużo o technologii.
To właśnie