„Nie” – powiedziała spokojnie. „Nie o to chodzi”.
Potem odwróciła się do mnie – jej oczy były szeroko otwarte z szoku, zdrady i przerażenia.
„Mamo… o mój Boże”.
Wtuliła się w moje ramiona i razem opuściliśmy jej własny ślub.
W sali rozległ się szmer.
Caleb ogłosił koniec ślubu, a goście wstali i wyszli. Kiedy wychodziliśmy, zobaczyłam Arthura przeciskającego się przez tłum, desperacko próbującego ocalić kłamstwo, które rozpadało się zdecydowanie zbyt szybko.
W ciągu godziny wszystko się skończyło.
Tego ranka Rowan złożyła wniosek o unieważnienie małżeństwa, powołując się na oszustwo, zamiar Arthura zawarcia małżeństwa dla korzyści finansowych i inne kłamstwa. Formalności nie były nawet na tyle zaawansowane, by mogła zostać prawnie zarejestrowana jako jego żona.
Spakowała swoje rzeczy i na jakiś czas zamieszkała z powrotem u mnie. I powoli zaczęliśmy znowu rozmawiać – naprawdę rozmawiać – o wszystkim.
W ciągu godziny ślub się zakończył. Kontynuuj czytanie na następnej stronie