„Sprawdzałem dziś rano. Tak.”
„Idź do domu” – powiedział Jake. „Zamontuj kamery. Małe. Ukryte. Jedną skierowaną na sejf, drugą na korytarzu. Nie mów mu. Nie konfrontuj się z nim. Jeśli planują przeprowadzkę, zrobią to szybko. Potrzebujesz dowodu, Megan. Nie podejrzeń. Dowodu.”
Jechałam do domu z bijącym sercem. Popołudnie spędziłam na instalowaniu dwóch małych, czułych na ruch kamer, które kupiłam online – jednej ukrytej jako czujnik dymu, a drugiej w wydrążonej książce na półce w korytarzu.
Potem zastawiłam pułapkę.
Tego wieczoru przy kolacji odegrałam swoją małą rolę. Zamieszałam makaron i spojrzałam na Ethana szeroko otwartymi, zaniepokojonymi oczami.
„Dzisiaj dzwonili do mnie prawnicy z trustu” – skłamałam. „Chcą przeprowadzić pełny audyt aktywów materialnych. W piątek wyślą kuriera, żeby odebrał bransoletkę i umieścił ją w sejfie.
Widelec Ethana zatrzymał się w połowie w ustach. „Piątek? To… to już niedługo”.
„Tak będzie najlepiej” – powiedziałam lekko. „Trzymanie jej tutaj jest zbyt niebezpieczne”.
Doris odchrząknęła z salonu. Brzmiało to ostro i agresywnie.
„Piątek” – powtórzył Ethan. Zerknął na szafę w korytarzu, gdzie sejf był ukryty za zimowymi płaszczami. „Dobrze. Dobry pomysł”.
Otarł usta, ale nie dokończył posiłku.
Czwartek. Dzień przed przybyciem wyimaginowanego kuriera.
Powiedziałam Ethanowi, że mam podwójną zmianę w biurze. Wyszłam o 7:00 rano. Przejechałam trzy przecznice, zaparkowałam za rzędem żywopłotów i otworzyłam w telefonie aplikację łączącą się z kamerami.