O 8:15 Ethan nerwowo przechadzał się po salonie. Rozmawiał przez telefon. „Jutro się przeprowadza. Musimy wyjechać dzisiaj. Kupiec spodziewa się nas w południe”.
Rozłączył się i odwrócił do kanapy. „Mamo, wstawaj. Musimy się pospieszyć”.
Na ekranie krucha, drżąca Doris zrzuciła koc. Wstała. Wyciągnęła ręce nad głowę płynnym, młodzieńczym ruchem. Zdjęła siwą perukę, odsłaniając krótkie, ciemne włosy.
Potem zdjęła lateksowe protezy z policzków.
Nie patrzyłem na teściową. Patrzyłem na obcą osobę. Kobietę po trzydziestce.
„O rany, ależ to swędzi” – powiedziała kobieta czystym, ostrym głosem. „Twoja żona jest irytująca, Ethan. Zadaje za dużo pytań”.
„Ona nie ma pojęcia o niczym” – zadrwił Ethan. „Po pro stu weź tę torbę”.
Nacisnęłam przycisk nagrywania w telefonie. Trzęsły mi się ręce, ale moja determinacja była niezachwiana. Nie kradli tylko pieniędzy. Kradli moją rzeczywistość. Manipulowali moją córką. Sprawili, że zwątpiłam w swoje zdrowie psychiczne.
Kobieta – Vanessa, jak później się dowiedziałam – podeszła do schowka w przedpokoju. Poruszała się z gracją drapieżnika.
Zadzwoniłam do Jake’a.
„Zaczynają teraz” – powiedziałam.
„Będę za pięć minut” – odpowiedział Jake. „Siedź spokojnie. Nie prowokuj mnie”.
Na ekranie Ethan przekręcił pokrętło sejfu. Znał kombinację na pamięć. Ciężkie drzwi się otworzyły. Sięgnął do środka i wyciągnął czarne, aksamitne pudełko.
Otworzył je. Diamentowa bransoletka błyszczała w ziarnistym obrazie kamery.
„Jackpot” – powiedziała Vanessa, pochylając się nad jego ramieniem. „To pewnie ćwierć miliona”.
„Zastawimy to w centrum, zabierzemy pieniądze, a ja zgłoszę policji, że pod moją nieobecność doszło do włamania” – powiedział Ethan, chowając pudełko do kieszeni kurtki. „Meg będzie zbyt zajęta płaczem, żeby zauważyć szczegóły”.
„Jesteś genialny, kochanie” – powiedziała Vanessa, całując go.