„Moi rodzice mieszkają po drugiej stronie miasta” – powiedziałam, już wykręcając kciukiem numer mamy. „Są na emeryturze. Będzie szybciej, jeśli pojadą; będę mogła do nich dotrzeć po konferencji”.
Skinął głową z ulgą. „Idealnie. Widzisz? Praca zespołowa. Odbierz telefon i wyjdź trochę wcześniej”.
Przyłożyłam telefon do ucha i poszłam korytarzem, z dala od brzęczenia drukarek i dzwoniących telefonów. W powietrzu unosił się delikatny zapach spalonej kawy i papieru ksero. Mama odebrała po dwóch sygnałach.
„Sophia, jestem zajęta” – powiedziała, nie witając się, nie pytając, co się dzieje. W tle ledwo słyszałam dźwięk telewizora, sygnał teleturnieju.
„Mamo, Lily właśnie dzwoniła ze szkoły. Ma gorączkę i zawroty głowy. Pielęgniarki szkolnej dziś nie ma. Potrzebują kogoś, żeby ją odebrać”.
Cisza. A potem nagle:
„To ją odbierz”.
ciąg dalszy na następnej stronie