1. Inwazja na sanktuarium
Nigdy nie sądziłam, że będę musiała stać się duchem dla własnej rodziny, żeby poczuć się bezpiecznie we własnym domu.
Penthouse był moją fortecą. Położony wysoko nad tętniącymi życiem ulicami centrum, stanowił sanktuarium okien sięgających od podłogi do sufitu, miękkich, szarych mebli i cichych, skąpanych w słońcu poranków. To była przestrzeń, na którą pracowałam piętnaście wyczerpujących, osiemdziesięciogodzinnych tygodni przez piętnaście długich lat. To było coś więcej niż kolekcja drogich nieruchomości – to było pierwsze miejsce, które naprawdę, całkowicie, należało do mnie po tym, jak brutalny, druzgocący rozwód sprawił, że poczułam się jak intruz we własnym życiu.