Sofia siedziała w kącie, ściskając bezgłową lalkę. Jej ubranie było za ciasne, kolana obtarte, a włosy potargane. Kiedy podniosła wzrok, poczułam, jak pęka mi serce. Miała oczy Lidii. Ale nie jej światło.
—Witaj, kochanie— powiedziałam, klękając. —Chodź ze mną.
Nie podbiegł, żeby mnie przytulić. Cofnął się.
A za mną rozległ się gorzki głos.
—Spójrz tylko. Księżniczka postanowiła wrócić.
Odwróciłam się. Zobaczyłam Doñę Ofelię, moją teściową. Niską, otyłą, w kwiecistej sukience i z wyrazem twarzy, który mógł sprawić, że mleko skwaśnieje.
—Gdzieś ty się podziewała, ty bezużyteczna kreaturo?— warknął. — Pewnie poszłaś płakać do swojej szalonej siostry.
Nic nie powiedziałam.
Potem pojawiła się Brenda, siostra Damiana, a za nią jej syn, rozpieszczony bachor, zobaczył Sofię i wyrwał jej lalkę z rąk.
„Ta rzecz jest moja” – powiedział i rzucił nią o ścianę.
Sofia wybuchnęła płaczem. Chłopiec uniósł nogę, żeby ją kopnąć.
To nie wystarczyło.
Uniosłam jego kostkę w górę.
Pokój zamarł.
„Jeśli jeszcze raz jej dotkniesz” – powiedziałam spokojnie – „będziesz mnie pamiętać do końca życia”.
Brenda rzuciła się na mnie wściekła.
– Puść to, głupia dziewczyno!
Próbował mnie uderzyć. Zatrzymałam jego nadgarstek, zanim dosięgnął mojej twarzy, i ścisnęłam go tak mocno, że jęknął.
„Wychowaj lepiej swojego syna” – mruknęłam. – „Masz jeszcze czas, żeby nie dorósł tak jak mężczyźni w tym domu”.
Doña Ofelia uderzyła mnie trzonkiem od miotełki do kurzu. Raz. Dwa razy. Trzy razy.
Nie ruszyłam się.
Wyrwałam mu patyk z ręki i złamałam go na pół jednym pociągnięciem. Trzask zabrzmiał jak strzał z pistoletu.
„Dosyć tego” – powiedziałam, upuszczając kawałki na podłogę. „Od dziś obowiązują tu zasady. A pierwsza z nich brzmi: nikt więcej nie podniesie ręki na tę dziewczynę”.
Tej nocy Sofia zjadła gorącą zupę i nikt jej nie obraził.
Doña Ofelia i Brenda szeptały za zamkniętymi drzwiami. Siostrzeniec już się nie zbliżył. Posadziłam Sofię na kolanach i pozwoliłam jej zasnąć wtulona w moją pierś.
Potem przyjechał Damian.
Najpierw usłyszałam motocykl, potem trzask drzwi, a potem jego głos przesiąknięty alkoholem.
Gdzie mój obiad?
Wszedł chwiejnym krokiem, z przekrwionymi oczami, z tanią wściekłością tchórza, który jest odważny tylko w towarzystwie kobiet i dzieci. Spojrzał na Sofię, a potem na mnie.