„Moja wątroba nie jest wynajęta do pokoju, w którym dorastałam” – powiedziałam matce, a mój głos ledwie szeptał w rozległej, dusznej ciszy jadalni.
Miałam dwadzieścia cztery lata, byłam początkującą inżynierką oprogramowania, harującą po sześćdziesiąt godzin tygodniowo w Seattle, ale siedząc przy tym wypolerowanym mahoniowym stole, czułam się dokładnie tak samo jak czternastolatka: mała, drugorzędna i mocno zadłużona. Moja matka, Sarah, nie patrzyła na jedzenie. Patrzyła na mnie przez palce. W jej oczach nie byłam córką. Byłam częścią zapasową.