„Wniosek twojego syna został odrzucony. Nie akceptujemy dręczycieli wychowywanych przez dręczycieli”.
Podczas niedzielnego przyjęcia zapach węgla drzewnego i marynowanego kurczaka unosił się ciężko w wilgotnym popołudniowym powietrzu. Siedziałam na składanym krześle, podkulając nogi i obserwując, jak moja córka, Lily, porusza się po polu minowym podmiejskich relacji społecznych. Miała siedem lat, całe w podrapanych kolanach i bezgranicznym optymizmie, a jej włosy tworzyły chaotyczną aureolę loków, których nie dało się ujarzmić.