Czego żałowała w ostatniej chwili.
To ode mnie.
Co miesiąc. Na czas. 20 000 zł z mojego konta, przelewane wspólnie, o co nigdy nie pytała, bo nigdy nie przyjrzała się temu bliżej.
Założyła, że mieszkanie należy do jej rodziny. Założyła, że jestem tam zdana na ich łaskę i niełaskę.
Myliła się.
Nie kłóciłam się.
Nie płakałam.
Nie tłumaczyłam się.
Skinęłam głową, wzięłam łyk kawy i powiedziałam: „Dobrze”.
Tej nocy spałam lepiej niż od lat.
Bo kiedy powiedziała, że muszę wyjechać, w końcu dostałam pozwolenie, żeby przestać wszystko kontrolować.
I następnego ranka zadzwoniłam, co zmieniło wszystko.
Zadzwoniłam do firmy przeprowadzkowej o 8:12.
Nie po wycenę. Nie po opcje. Żeby zarezerwować.
Wybrałam najwcześniejszy możliwy termin i bez wahania wpłaciłam zaliczkę. Potem zacząłem się pakować – nie emocjonalnie, nie dramatycznie, ale skutecznie. Najpierw ubrania. Potem dokumenty. Rzeczy osobiste na końcu.
Nie dotykałem niczego, co nie było moje.