W wieku sześćdziesięciu trzech lat wierzyłam, że doświadczyłam już każdego rodzaju strachu, jaki życie może zaoferować.
Przeszłam przez zwolnienia z pracy, rosnące długi, szpitalne poczekalnie i długie noce spędzone na zastanawianiu się, jak utrzymać wszystko w całości.
Strach stał się dla mnie czymś znajomym — czymś zużytym przez czas, czymś, nad czym można zapanować.A przynajmniej tak mi się wydawało.
Ta iluzja rozpadła się w chwili, gdy odezwała się moja wnuczka.