Najbardziej szokujące było to, że mimo wszystko, co robiłam za darmo, wciąż mnie krytykowali.
Pewnego dnia Lucía zganiła mnie za to, że dałam dziecku chleb z dżemem.
– „Wiesz, że on nie może jeść cukru. Psujesz mu dietę. Jeśli masz się nimi opiekować, rób to porządnie” — powiedziała z arogancją.
Płaciłam za ich posiłki i sprzątałam bałagan.
A i tak traktowali mnie jak pracownika.
Javier narzekał nawet, że mój dom pachnie zbyt mocno środkiem dezynfekującym i że to szkodzi dzieciom.
Czułam się niewidzialna.
Nie Marta, kobieta, która pracowała przez dekady.
Nie matka, która je wychowała.
Tylko… babcia istniejąca po to, by rozwiązywać ich problemy.
Ostateczny moment nadszedł, gdy podsłuchałam, jak Javier mówi przez telefon: