Potem dziesiąta.
Potem północ.
Nie odbierali telefonów. Dzieci zasnęły na mojej kanapie, płacząc, bo tęskniły za rodzicami.
W końcu przyjechali o drugiej nad ranem, śmiejąc się i pachnąc alkoholem.– „Och, mamo, nie przesadzaj. Potrzebowaliśmy chwili wytchnienia. Dzieci dobrze się z tobą czują” — powiedziała Lucía, zabierając śpiącą córkę, nie dziękując mi nawet.