Ale tego ranka Javier i tak przyszedł.
– „Twoja siostra nie może przyjść, a ja mam ważne spotkanie. To potrwa tylko chwilę, mamo. Zabierz je ze sobą” — powiedział, kładąc dziecko w moje ramiona, po czym natychmiast odszedł.
Musiałam odwołać wizytę, bo nie mogłam poradzić sobie z dwójką małych dzieci w poczekalni pełnej chorych ludzi. Tego dnia płakałam ze frustracji. Moje zdrowie nie było ważne. Ważna była ich wygoda.
Pewnego piątku obiecali odebrać dzieci o szóstej wieczorem.
Nadeszła ósma.