Miała to być luźna impreza u nich — muzyka grała zbyt głośno, butelki walały się po każdej powierzchni, dym papierosowy napływał z patio, a gra w pokera przeciągała się zdecydowanie za długo. Travis pił od wczesnego wieczoru i z każdą przegraną stawał się coraz głośniejszy. Naomi większość czasu spędzała w kuchni, sprzątając po gościach, którzy ledwo ją zauważali, już przeczuwając, że noc zmierza w niebezpiecznym kierunku.
Znała ten ton w głosie Travisa.
Ostrą nutę.
Fałszywą brawurę.
Ten uśmiech, który pojawiał się, gdy był o jedną lekkomyślną decyzję od katastrofy.
O północy przegrał więcej pieniędzy, niż Naomi w ogóle wiedziała, że mają. Z jadalni docierały do niej urywki rozmów.
— Podwój albo nic.
— Skończyłeś już, Travis.
— Nie mów mi, kiedy kończę.
Mężczyźni się śmiali, ale nerwowo. Naomi podeszła bliżej, wycierając ręce w ścierkę, i zobaczyła, jak Travis z demonstracyjnym gestem rzuca na stół ostatnią kartę. Dean Holloway, jego najstarszy przyjaciel, odchylił się na krześle i spojrzał na niego z niedowierzaniem.