Metaliczny smak krwi to smak, którego nigdy się do końca nie zapomina. Jest ostry, miedziany i przytłaczająco wyrazisty, na tyle wyrazisty, by przebić się przez mgiełkę niedzielnego obiadu, który miał być świętem.
Zaczęło się jak tysiąc innych niedziel na przedmieściach Connecticut. Przyjechałem swoim rozklekotanym sedanem do dwupiętrowego domu w stylu kolonialnym, który wrył się w moje wspomnienia niczym forteca samotności. Na podjeździe dominował już lśniący srebrny pojazd – nowiutkie BMW. Samochód Madison. Oczywiście.