Przez czterdzieści lat uważałam, że moim największym osiągnięciem jest życie, które zbudowałam w kamiennych murach mojej historycznej posiadłości w Connecticut. Razem z moim zmarłym mężem zgromadziliśmy pokaźny majątek, ale po jego śmierci ta rozległa, porośnięta bluszczem posiadłość stała się moim cichym schronieniem. Nazywam się Victoria, mam sześćdziesiąt pięć lat i jestem kobietą, która dawno temu nauczyła się, że bogactwo nie chroni przed złamanym sercem, a jedynie zmienia walutę.
Mój jedyny syn, Harrison, był żywym dowodem tej lekcji.