Głos ojca drżał. „To musi być jakaś pomyłka…”
„Nie ma” – powiedziałem, biorąc długopis, który mi dano. „To sprawa nie do zapłaty. Po prostu nie da się opuścić teatru, i to nie natychmiast i zgodnie z poleceniem”.
Mama dodała mi odwagi, żebym wyjaśnił. „Możemy to rozwiązać…”
Wycofałem się.
„Mówiłeś, że nie mam miejsca na jachcie” – powiedziałem, podpisując. „Ale intruzi nie mają tu miejsca”.
Oddałem dokumenty.
„Panowie” – powiedziałem spokojnie – „proszę ich wypuścić”.
Chaos został poproszony o dołączenie do łodzi, o walkę, o pytania, o odpowiedzi.
Ethan został.
A potem, niewiarygodne, niewiarygodne.
„Dobra… wow” – powiedział, podchodząc bliżej. „To było szalone. Naprawdę im pokazałeś. Mogliśmy to zrobić razem, ty i mój…”
Odszedłem.
„Nie ma żadnego „my”, Ethan” – powiedziałem.
Mrugnąłem. „Nie wiedziałem, co robić…”
—„Wiedziałeś” – przerwałem. Wolałeś milczeć.
Wyraz jego twarzy się załamał.
„Nie chroniłeś mnie” – kontynuowałem. „Chroniłeś swoje dziedzictwo”.