Oto przepisane zdanie w lżejszej, nieco bardziej płynnej formie w języku polskim:
„Nie wydawaj żadnego dźwięku. Musisz wszystko usłyszeć sam — inaczej mi nie uwierzysz”. To, co odkryłem, zostawiło mnie bez słów.
Pokojówka zaprowadziła mnie do schowka, mówiąc: „Nie hałasuj. Musisz usłyszeć wszystko sama, bo inaczej mi nie uwierzysz”. To, co odkryłam, odebrało mi mowę.
Pewnego dnia moje spotkania zostały odwołane i wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Ledwo przekroczyłam próg, gdy pokojówka rzuciła się do mnie. Wzięła mnie za rękę i powiedziała: „Zaufaj mi, chodź za mną”.
Nie zdążyłam nawet zaprotestować ani nic powiedzieć, zanim zaciągnęła mnie do schowka w przedpokoju.
„Nie hałasuj. Musisz usłyszeć wszystko sama, bo inaczej mi nie uwierzysz”.
Przez wąską szparę dostrzegłam cień poruszający się w salonie. To była moja żona, rozmawiająca przez telefon. Szczerze mówiąc, nie było w tym nic dziwnego, bo z jej rozmowy wywnioskowałam, że rozmawia z przyjaciółką, a nie z mężczyzną.