Ciężko westchnęła do telefonu.
— Wiesz co, Antosja? — wydusiła w końcu. — Weź sobie swoją daczę. Znajdziemy sobie jakieś miejsce bez was. I nie licz na to, że wszystko wróci do normy. Przekroczyłeś pewną granicę.
— Jeśli ta granica oznacza, że nie mam prawa do własnego życia, to cieszę się, że ją przekroczyłem — odparł i rozłączył się.
Telefon wyślizgnął mu się z ręki. Anton usiadł na kanapie i poczuł dziwną mieszankę strachu i ulgi, która przepłynęła przez jego ciało. Udało mu się. Po raz pierwszy w życiu powiedział siostrze „nie”. Po raz pierwszy postawił Lenę na pierwszym miejscu, nie przejmując się opinią matki i siostry.
Pięć minut później przyszła wiadomość od matki: „Swieta wszystko opowiedziała. Jestem tobą bardzo zawiedziony. Nie spodziewałem się tego po moim synu”.
Nie odpowiedział. Po prostu położył telefon na stole i podszedł do okna. Na zewnątrz padał śnieg; duże płatki powoli opadały na śpiące miasto. Gdzieś tam, czterdzieści kilometrów stąd, stał ich dom. Ciepły, przytulny, czekał na nich.
Drzwi się otworzyły. Anton odwrócił się i zobaczył Lenę. Stała w drzwiach z czerwonymi oczami, przygryzając wargę.
— „Słyszałam to” — przyznała cicho. — „Słyszałam, jak krzyczysz”.
— „Zadzwoniłem do niej” — powiedział po prostu. — „Powiedziałem jej, że nie przyjdą”.
Lena zrobiła kilka kroków w jego stronę, zatrzymała się, a potem nagle rzuciła się do przodu, by przytulić go tak mocno, że poczuł, jak drży.
— „Przepraszam” — wyszeptała mu w pierś. — „Przepraszam, że postawiłam cię w takiej sytuacji. Wiem, jak trudno ci sprzeciwiać się rodzinie…”
— „Jesteś moją rodziną” — Anton przeczesał jej włosy dłonią. — „Najważniejszą”. Powinnam była to udowodnić dużo wcześniej. Dużo wcześniej.
Stali tak, obejmując się, podczas gdy na zewnątrz wciąż padał śnieg. Telefon zapiszczał nowymi wiadomościami — niewątpliwie gniewnymi od Swiety i długimi, pełnymi wyrzutów SMS-ami od matki. Ale Anton nawet na niego nie spojrzał.
— Naprawdę będziemy razem świętować Nowy Rok? — zapytała Lena, patrząc na niego ze łzami w oczach.
— Naprawdę — pocałował ją w czoło. — Ty, ja, kominek i śnieg. Tak jak sobie wymarzyłaś.
— To będzie skandal na lata, wiesz o tym.
— Nieważne. Przynajmniej w końcu odpoczniemy. Razem. W naszym domu.
Lena uśmiechnęła się przez łzy i przytuliła go jeszcze mocniej.
Dwa dni później stali na ganku swojej daczy, otuleni kocami, i patrzyli w rozgwieżdżone niebo. Do północy wciąż było pięć minut. W domu trzaskał kominek, na stole stały kieliszki do szampana, a w piekarniku dopiekał się kurczak. Pachniało igłami z choinki, którą wczoraj udekorowali, mandarynkami i świecami.
— Cieszysz się? — zapytał Anton, obejmując ją ramieniem.
— Bardziej, niż potrafię wyrazić słowami — przytuliła się do niego. — Wiesz, ciągle myślę… Gdybyś wtedy nie zadzwonił do Swiety, gdyby przyjechali…
Aby uzyskać pełny dostęp, przejdź na następną stronę lub kliknij Otwórz Snap (>) i nie udostępniaj znajomym na Facebooku.