Victor powoli przeszedł przez kuchnię, chłonąc każdy szczegół: chłód w mieszkaniu, cienki sweterek córki, drżące dłonie. Podszedł do Aliny.
— Wyjdźmy na chwilę. Musimy porozmawiać.
Powiedział to spokojnie, bez nacisku, ale w taki sposób, że nikt się nie sprzeciwił. Alina spojrzała na męża, który zmarszczył brwi, ale milczał. Skinęła głową, wytarła ręce serwetką i ruszyła do drzwi.
Zostałam w kuchni, obserwując Marka i Eleanor. Ich pewność siebie powoli topniała. Rozumieli, że sytuacja wymyka im się spod kontroli.
Z zewnątrz dobiegały stłumione głosy. Nie słyszałam słów, ale widziałam, jak Victor mówi spokojnie, dając Alinie możliwość podjęcia własnej decyzji.
Kilka minut później drzwi znów się otworzyły. Alina weszła pierwsza, z determinacją w oczach, jakiej dawno nie widziałam.
— Wychodzę na chwilę — powiedziała spokojnie. — Potrzebuję przestrzeni i czasu, by pomyśleć.
W pokoju zapadła cisza.