Rozdział 1: Złota klatka
Kiedy ciężka, spięta mosiężnym uchwytem teczka z manili zgrzytnęła o powierzchnię wypolerowanego stołu w jadalni, całe pomieszczenie zdawało się wstrzymać oddech. Nie była to ciepła, spokojna cisza rodziny trawiącej wystawną ucztę z okazji Święta Dziękczynienia. To była dusząca, drapieżna cisza – taka, która poprzedza upadek gilotyny. Przeniosłam wzrok na męża. Wpatrywał się intensywnie w krawędź kryształowego kieliszka do wina, z zaciśniętą szczęką, unikając mojego wzroku.