Sztuka 1: Mit zasługi
Zegar stojący w korytarzu zadzwonił trzy razy, a jego głęboki rezonans wibrował w podłogach rozległej posiadłości. Był to dźwięk, z którym dorastałam – dźwięk, który zazwyczaj sygnalizował koniec moich lekcji gry na fortepianie lub początek obiadu. Dziś zwiastował początek końca.
Siedziałam w kącie biblioteki, usadowiona na sztywnym aksamitnym fotelu, który pamiętał lepsze czasy. Moja córka, Mia, siedziała mi na kolanach, a jej małe rączki bawiły się brzegiem mojej skromnej bawełnianej sukienki. W wieku trzydziestu pięciu lat nauczyłam się sztuki wtapiania się w tłum. W towarzystwie rodziny nosiłam szarości. Nosiłam płaskie buty. Miałam minę kogoś, kto wiecznie przeprasza za zajmowanie przestrzeni.