„Mój syn potrzebuje żony z koneksjami, a nie przedmiotu charytatywnego”. Nie zdawała sobie sprawy, że jedyną formą dobroczynności w tym pokoju była moja cierpliwość, która właśnie się wyczerpała.
W penthousie unosił się zapach drogich lilii i zbliżającej się zagłady. Była to zimna, nowoczesna przestrzeń ze szkła i chromu, zaprojektowana po to, by robić wrażenie, a nie by w niej mieszkać. Stałam w kącie salonu, wygładzając przód mojej prostej bawełnianej sukienki, podczas gdy Victoria , moja teściowa, przechadzała się po marmurowej posadzce niczym pantera w klatce. Jej obcasy wybijały szalony rytm na kamieniu.