Rozdział 5: Całkowite bankructwo
Richard zamarł. Żałosne szlochanie ustało, ustępując miejsca panicznemu, hiperwentylującemu strachowi. Poczuł na skórze zimną stal pistoletu. Patrząc mi w oczy, zdał sobie sprawę, że nie ma do czynienia z pogrążoną w żałobie matką. Ma do czynienia z katem, który bez wahania pociągnie za spust.
„Tak! Tak, rozumiem!” – wyjąkał Richard wysokim, spanikowanym głosem. „Proszę, nie strzelaj! Wychodzę! Natychmiast pakuję swoje rzeczy!”
„Nie masz nic przy sobie” – powiedziałam, powoli podnosząc się z jego pleców i trzymając broń mocno wycelowaną w jego brzuch. „Usiądź prosto. Powoli”.
Richard z trudem podniósł się na nogi, mocno przycisnął złamaną rękę do piersi i skrzywił się z bólu. Spojrzał na mnie z czystym, nieskażonym strachem.
„Teraz” – powiedziałem, podchodząc do toaletki i opierając się o nią swobodnie – „porozmawiamy o odszkodowaniu. Porozmawiamy o odszkodowaniu za fizyczny i emocjonalny uraz, jaki wyrządziłeś mojej córce dziś wieczorem. Zaczynając od twojej firmy”.
„Mojej firmy?” – krzyknął Richard, zaskoczony, kręcąc dziko głową. „Nie! Nie odbierzesz mi Vanguard Logistics! Zbudowałem to sam! Jest warte miliony! Dam ci gotówkę, zapłacę jej rachunek za szpital, ale nie dostaniesz mojej firmy!”.
Nie protestowałem. Sięgnąłem do kolejnej kieszeni kamizelki taktycznej i wyciągnąłem smartfon. Stuknąłem w ekran i nacisnąłem play.
W sypialni rozległo się nagranie audio w wysokiej rozdzielczości.
„Tak, przelej pozostałe 2,5 miliona na konto na Kajmanach przed piątkiem” – głos Richarda zabrzmiał wyraźnie w głośniku telefonu. „Upewnij się, że używasz nazwy firmy-słupka”. „Jeśli urząd skarbowy przeprowadzi kontrolę w oddziale krajowym w tym kwartale, będziemy musieli wykazać brak płynności finansowej. Po prostu ukryj fakturę pod kosztami konsultacji, tak jak zrobiliśmy to w zeszłym roku”.
Richard dosłownie otworzył usta ze zdumienia. Jego oczy błądziły po telefonie, jakby był jadowitym wężem.
„Jako były dowódca wywiadu w tajnej jednostce operacyjnej najwyższego szczebla” – powiedziałem, rytmicznie stukając palcem wskazującym w rękojeść Glocka – „ominięcie domyślnej zapory sieciowej na serwerach firmowych, aby uzyskać dostęp do prywatnych, szyfrowanych połączeń VoIP, było znacznie łatwiejsze niż złamanie ręki”.
Rzuciłem na podłogę obok niego grubą teczkę, a potem elegancki srebrny długopis.
„W tej teczce znajdziesz ostateczne dokumenty transferowe” – powiedziałem chłodno. „Przeniesiesz cały swój kontrolny udział w Vanguard Logistics bezpośrednio na Chloe. Podpiszesz przygotowane wcześniej, bezsporne dokumenty rozwodowe, w których powołasz się na skrajne znęcanie fizyczne i zrzekniesz się wszelkich praw do alimentów. Akcje spółki traktujesz jako rekompensatę za cierpienie psychiczne i przemoc fizyczną, których się dopuściłeś.
„Ja… nie mogę tego zrobić” – szlochał Richard, wpatrując się w długopis. „Jestem zrujnowany. Bankrutuję. Nie zostanie mi ani grosza”.
„Podpisz dokumenty, a będziesz mógł wyjść dziś wieczorem na ulicę z pustymi rękami, ale zachowasz wolność” – powiedziałem, celując pistoletem prosto w jego pierś, nie pozostawiając pola do negocjacji. „Albo odmówisz podpisania, a ja wyślę ten plik audio wraz z dwoma gigabajtami twoich sfałszowanych dokumentów księgowych prosto do zespołu FBI badającego uchylanie się od płacenia podatków przez korporacje. Spędzisz następne dwadzieścia lat w więzieniu federalnym”.
Spojrzał na pistolet. Spojrzał na telefon, w którym odtwarzano jego zeznania. W końcu spojrzał na mnie, zdając sobie sprawę, że jest całkowicie, kompletnie i nieodwołalnie pokonany. Drżącą, zakrwawioną ręką Richard chwycił długopis i złożył podpis na dokumentach, oddając całe swoje imperium w niecałe trzydzieści sekund.
Podniosłem podpisane dokumenty, sprawdziłem atrament i schowałem je bezpiecznie z powrotem do kamizelki.
Skupiłem uwagę na drżącym wybrzuszeniu pod jedwabną pościelą w rogu łóżka.
„Ty!” warknąłem, celując lufą pistoletu w materac. „Macie dokładnie dziesięć sekund, żeby się ubrać i wynieść z mojego domu. Obaj.”